Niedolom cudzym być jak anioł jasny

Jedno jest tylko zbawienie na ziemi
Zatłumić w sobie dzikie ludzkie zwierzę,
Za ideami lecieć słonecznymi
I zgłuszyć serca krzyk w wielkiej ofierze
I zapomniawszy swojej doli własnej,
Niedolom cudzym być jak anioł jasny.

Mało kto byłby skłonny sądzić, iż słowa te wyszły spod pióra młodopolskiego piewcy miłości, a jednak,napisał je Kazimierz Przerwa-Tetmajer dla zmarłej przedwcześnie innej poetki tego okresu Kazimiery Zawistowskiej. Sam poeta wówczas u szczytu sławy, z czasem popadł w odrętwienie i zmierzch twórczy, trwający latami. Dopiero sekcja przeprowadzona po jego śmierci w Zakładzie Anatomii Patologicznej Uniwersytetu Warszawskiego, ujawniła przyczyny tej niemocy zarówno psychicznej jak i fizycznej, guz wielkości orzecha włoskiego, usytuowany w mózgu poety. Gdyby wówczas istniały już hospicja, byłby Kazimierz Przerwa-Tetmajer ich podopiecznym – ale był to czas wojny, styczeń 1940 roku. Rolę tę wypełnił chlubnie warszawski Szpital Dzieciątka Jezus, który przygarnął poetę, gdy Niemcy opróżniali pomieszczenia Hotelu Europejskiego, gdzie schorowany Tetmajer miał zagwarantowany dożywotni pokój jeszcvze w latach trzydziestych przez Seweryna ks.Czetwertyńskiego. Tam, w rzeczonym szpitalu, dane było poecie spędzić ostatnie dni życia pod troskliwą opieką medyczną, w godnym oczekiwaniu na śmierć i umieranie. Musiało minąć z górą ćwierć wieku, by powstało pierwsze w dzisiejszym tego słowa znaczeniu hospicjum, a stało się to w Londynie w 1967 roku za sprawą żyjącej na szczęście dziś jeszcze jego inicjatorki i twórczyni doktor Cicely Saunders.

Najdawniejsze dzieje

Spojrzenie historyczne na genezę hospicjum każe szukać jej początków jeszcze w okresie starożytnym. Idea hospicjum zrazu jako wczesnochrześcijańskiej instytucji dobroczynnej o charakterze gospody czy przytuliska, posługującej pielgrzymom, bezdomnym, chorym, rozwinęła się szczególnie w średniowieczu, w okresie wypraw krzyżowych, w tym w pewnych zakonach ( jak np. benedyktyński, którego Reguła wiele miejsca poświęcała działalności charytatywnej). Średniowieczne instytucje, w których spełniano ową posługę miłosierdzia, były określane mianem szpitali. Miały one w swym założeniu jak i w prowadzeniu nadal charakter przytułku dla ubogich, chorych, niejednokrotnie nieuleczalnie. We Francji nazywano takie obiekty bardzo pięknie – Schronisko dobrego Boga. W epoce odrodzenia i oświecenia wiele instytucji dobroczynnych prowadzonych dawniej przez Kościół, ulega sekularyzacji. Nastaje czas powstawania nowych szpitali, wciąż jednak jeszcze posiadających charakter przytułkowo-leczniczy. Dopiero wiek XIX przynosi pod tym względem przełomową zmianę już w duchu nowożytnym. Intensywny rozwój medycyny oraz istotne odkrycia w tej dziedzinie wiedzy, sprawiają, iż prawie we wszystkich krajach europejskich dochodzi do rozdzielenia zadań leczniczych od przytułkowych. Szpitale stają się placówkami lecznictwa zamkniętego dla chorych wymagających stacjonarnego leczenia. Natomiast dawni pensjonariusze szpitali – a zatem najubożsi, niezdolni do pracy, pozbawieni opieki, kaleki starcy, nieuleczalnie chorzy, przechodzą pod zwierzchność władz miejskich oraz towarzystw filantropijnych, które to instytucje zaczynają tworzyć zakłady opieki społecznej, w postaci domów schronienia.

Pierwsze hospicja

Pierwsze schronisko dla umierających powstaje w 1842 roku w Lyonie, założone przez Jeannie Gardier, młodą wdowę, która straciła dwoje swoich dzieci. Nosiło ono podwójną nazwę – Hospicjum i Kalwaria. Wiele podobnych schronisk powstało jeszcze i w innych częściach Francji – niektóre z nich przetrwały po dzień dzisiejszy. Irlandzkie Siostry Miłosierdzia otwarły dwa domu dla nieuleczalnie chorych i umierających. Jednym z nich było powstałe w roku 1875 Hospicjum Naszej Pani w Dublinie oraz również Hospicjum św.Józefa założone w Londynie w roku 1905. Dalsze trzy domy o podobnym charakterze założyli także w Londynie protestanci. Był to Dom Spoczynku Friedenscheim (1885), Przybytek naszego Pana (1891) oraz Dom dla Konających Ubogich św.Łukasza (1893), w którym w roku 1935 wprowadzono zasadę regularnego podawania leków przeciwbólowych, co z czasem przejęła w swej praktyce medycznej, potem i hospicyjnej Cicely Saunders.

Doświadczenia londyńskie

Urodzona w 1918 roku, zrazu studiowała na Oxfordzie politykę, filozofię i ekonomię. Druga wojna światowa przerwała jej studia uniwersyteckie. Cicely Saunders podejmuje w roku 1940 pracę w szpitalu św.Tomasza w Londynie, by przygotować się do zawodu całkiem odmiennego od nie tak dawnych zainteresowań uniwersyteckich. W cztery lata później uzyskuje kwalifikacje pielęgniarskie. Jeszcze nie objawiło się jej ostateczne powołanie, ale już, wracając na studia w Oxfordzie, oscyluje w kierunku asystentki społecznej. Pracując w tym czasie jako wolontariusz w Domu św.Łukasza w Londynie, spotyka w tymże Domu w roku 1947 nieuleczalnie chorego Polaka żydowskiego pochodzenia – Dawida Taśmę, onegdaj lotnika, z którym zaprzyjaźniła się i przeprowadziła wiele rozmów, u podstaw których jak gdyby legła idea przyszłego działa jej życia – hospicjum. Zrozumiała ona,że potrzebne jest miejsce, gdzie nieuleczalnie chorzy ludzie umierający na raka, mieliby zapewnioną nie tylko opiekę medyczną, ale i warunki dla godnej i spokojnej śmierci. W roku 1951 po raz trzeci, mając 33 lata, przystępuje do studiów – tym razem jest to wreszcie cel i powołanie jej życia – medycyna, pozwalająca jej na realizowanie tego, co na zawsze pozostanie związane z jej imieniem i nazwiskiem. Inspirator i niejako duchowy współtwórca tego dzieła- Polak, jej interlokutor, już nie żyje, ale Cicely Saunders coraz dogłębniej podejmuje ideę tej samarytańskiej posługi, jaką jest otwarcie się na drugą osobę i wzajemne zrozumienie, gościna serca i dyskretna ludzka obecność pełna miłości, w doczesnym pielgrzymowaniu zbliżającym się nieuchronnie do końca w chorobie terminalnej. Uczy się jak być gościnnym względem umierającego, dać mu miejsce w swoim życiu, dać duchowe schronienie w swoim sercu temu, który ma do przebycia ostatni etap ziemskiej wędrówki. Uczy się daru bezinteresownej miłości i ofiary. Doświadczenia wyniesione z praktyki i pracy – w czym zdaje się naśladować Alberta Schweitzera ogłasza w formie wykładów i publikacji, zyskując w ten sposób fundusze na budowę wymarzonego ośrodka dla nieuleczalnie chorych i umierających. Wszystkie posiadane oszczędności zebrane podczas swego życia przeznaczył na ten cel i nasz rodak, Dawid Taśma, który jednak, umierając na nowotwór, nie doczekał otwarcia, w 1967 roku pierwszego na świecie hospicjum Hospicjum św. Krzysztofa. Ukształtowane w duchu na wskroś nowożytnym i nowoczesnym stało się i nadal jest jak gdyby punktem odniesienia dla wszystkich dalszych, powstających na świecie. Londyńskie hospicjum powstało jako stacjonarne. W dwa lata później utworzyła Cicely Saunders hospicjum sprawujące opiekę w domach czyli hospicjum domowe. C.Saunders postrzegano początkowo jako uzurpatorkę, podejmującą nieodpowiedzialne jak się wyrażano eksperymenty na umierających. Dopiero po latach, jak pisze w swej książce „Nie ma nieuleczalnie chorych” – nieżyjący już od 13 lat profesor Julian Aleksandrowicz – niejako sumienie ekologiczne naszych czasów i hematolog, „zyskała ona prestiż w kręgach profesjonalistów, by stać się obecnie uznanym twórcą nowych wartości we współczesnej medycynie.” Sam Julian Aleksandrowicz wizytował swego czasu Hospicjum Londyńskie i pozostawał pod jego przemożnym wpływem, już choćby z tego względu, iż tam personel kładł nacisk na zaspokajanie potrzeb psychicznych pacjentów, zaś zadaniem lekarzy było zmniejszanie cierpienia. I temu celowi podporządkowany był cały rytm pracy.

Polskie początki

W nurcie rozwoju współczesnego ruchu hospicyjnego oraz opieki paliatywnej dość szybko znalazła się również Polska. Prekursorem idei hospicyjnej stała się , nieżyjąca już od 28 lat Hanna Chrzanowska, niejako polska Florence Nightingale. Urodzona w 1902 roku w Warszawie, córka profesora literatury polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim (I. Chrzanowski zabrany wraz z innymi profesorami UJ w listopadzie 1939 roku przez władze okupacyjne do obozu w Sachsenhausen, zmarł tamże w grudniu tegoż roku). Ukończyła warszawską szkołę pielęgniarstwa, była stypendystką fundacji Rockefellera, pracowała jako instruktor pielęgniarstwa w Uniwersyteckiej Szkole Pielęgniarstwa w Krakowie, również w latach powojennych. Zorganizowała pionierskie w powojennej Polsce praktyki w pielęgniarstwie przemysłowym oraz domowym. Po przejściu na emeryturę podobnie jak w czasie wojny oddała się działalności społecznej. Z jej metod pracy korzystają do dziś szkoły pielęgniarskie w całym kraju. Wyznawała zasadę, iż celem całego szkolenia pielęgniarskiego winno być wyczulenie na faktyczne potrzeby chorego i zrozumienie jego psychiki. Zmarła 29 czerwca 1973 roku. Pogrzeb jej prowadził ówczesny kardynał Karol Wojtyła. Żegnając zmarłą powiedział: Niech rozumienie twej posługi trwa wśród nas i wszystkich nas nieustannie poucza jak służyć Chrystusowi w bliźnich. Odznaczona medalem papieskim Pro Ecclesia et Pontifice, jest przedmiotem zainteresowań komisji historycznej, powołanej przez Kardynała Macharskiego do gromadzenia dokumentacji jej życia i działalności, przygotowującej w ten sposób otwarcie procesu beatyfikacyjnego. Nie dziwi tedy fakt, że już w latach 70-tych właśnie w Krakowie zaczęło działać pielęgniarstwo domowe, obejmujące swą opieką osoby przewlekle chore w ich własnych domach. I stąd już tylko jeden krok do hospicjum – istotnie: w roku 1981 powstaje Towarzystwo Przyjaciół Chorych Hospicjum, niezależne stowarzyszenie, którego celem było zbudowanie ośrodka na wzór londyńskiego. Dalsze hospicja powstają w Gdańsku (1984r),w Poznaniu (1985r),w Gdyni (1986r), a następnie w 1987 roku w Białymstoku, Lublinie, Kaliszu, Warszawie, Elblągu, Koszalinie, Kielcach, Toruniu, Wrocławiu. W Polsce działa obecnie ponad 200 zespołów opieki domowej, około 100 poradni leczenia bólu i opieki paliatywnej, 30 oddziałów stacjonarnych, z czego 12 w wolno stojących hospicjach. Dynamiczny rozwój opieki paliatywnej i hospicyjnej w Polsce w ostatnich latach i jej aktualny stan organizacyjny (od 1991 roku istnieje w Gdańsku Ogólnopolskie Forum Ruchu Hospicyjnego, od 1993 roku Krajowa Rada Opieki Paliatywnej i Hospicyjnej, od 1995 roku Krajowy Specjalista w zakresie medycyny paliatywnej, a w roku 1998 został zatwierdzony przez Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej program rozwoju opieki paliatywnej i hospicyjnej w Polsce) stawia Polskę na drugim miejscu w Europie po Wielkiej Brytanii.

A u nas?

Jak na tym tle przedstawia się Śląsk Cieszyński, ziemia, jak swego czasu pięknie powiedział pisarz tej ziemi, powstała z uśmiechu Boga. W pobliżu znajduje się Hospicjum w Raciborzu, w miarę zbliżania się do Śląska Górnego mapa hospicjów zagęszcza się (zarówno domowych jak i stacjonarnych), spośród których nomen omen , Hospicjum Cordis, Hospicjum Serca w Mysłowicach stanowi wzór nie tylko dla ziemi śląskiej, w ogólności biorąc. Kiedy zimą 1997 roku powstała w Cieszynie myśl o założeniu hospicjum, wiele pomocy, inspiracji do tego młodziutkiego przedsięwzięcia dało Hospicjum św. Kamila w Bielsku Białej. Inicjatorami tej idei okazali się być ks. Mirosław Szewieczek, kapelan chorych, działający w szpitalu z posługą duchowną oraz Janina Kisza-Bruell – mgr teologii ewangelickiej. Po zebraniu organizacyjnym w czerwcu, na którym swój akces zgłosiło sześciu lekarzy, trzy pielęgniarki, a ponadto szereg wolontariuszy niemedycznych różnych profesji, w lipcu zostało w Sądzie Okręgowym w Bielsku zarejestrowane Stowarzyszenie Przyjaciół Chorych HOSPICJUM im. Łukasza Ewangelisty. Władze miasta okazały przychylność, udzielając grantów na przeszkolenie 15 niemedycznych wolontariuszy kwalifikowanych do zespołu opieki domowej, z praktyką w domu dla przewlekle chorych w Betanii. Własny lokal otrzymało hospicjum w październiku 1999 roku. Cieszyńskie Hospicjum wyróżnia się spośród innych tym, że jest ekumeniczne. Dotąd przeszło 40 podopiecznych skorzystało z pomocy wolontariuszy. Najdalej dotarło Hospicjum do Chybia. Według statutu jednak ogranicza się zasięg jego działalności do najbliższego terytorium (miasto i okolice) z uwagi na nieliczny zespół posługujący chorym i ich rodzinom. W zakres posługi zalicza się nie tylko pomoc czysto lekarsko pielęgniarską, ale przede wszystkim wsparcie psychiczne, duchowe, moralne. Niejako ustawodawca w dziedzinie leczenia terminalnej choroby nowotworowej, kierownik Oksfordzkiego Hospicjum , Robert Twycross powiada: Wyleczyć Czasami, Ulżyć Często, Pocieszyć Zawsze. Jest to nie tylko motto książki, ale i sedno sprawy, istota działalności i posługi hospicyjnej. I choć , jak głosi stara pieśń pogrzebowa, z kancjonału cieszyńskiego sprzed stu laty: „wszyscy musimy umierać, nie ma tu żadnej wymowy”, dobrze jest w czasach, gdy liczy się głównie mieć – jednak jeszcze móc „niedolom cudzym być jak anioł jasny”.

Powrót do strony głównej